czwartek, 15 marca 2018

nieznośna reklama bytu

- dzień dobry
- dzień dobry. proszę usiąść. co pana do mnie sprowadza?
- reklamy.
- o, czytał pan nasz tygodnik?
- nie.
- facebook?
- nie, nie o to chodzi.
- to skąd się pan dowiedział o mojej praktyce?
- nie wiem. od znajomego, nieważne. chodzi o reklamy w mojej głowie.
- w pańskiej głowie?
- tak. pojawiają się od jakiegoś czasu.
- pojawiają się?
- tak.
- ale... jak?
- no, po prostu. pojawiają się. zazwyczaj w blokach.
- w blokach?
- w sensie po trzy, cztery. pięć... jezus maria!
- co się stało?
- właśnie sobie uświadomiłem, że to rośnie.
- co rośnie?
- ilość reklam! najpierw była jedna. a i to rzadko.
- czyli zaczęło się od jednej reklamy?
- tak. ale to myślałem, że mi się po prostu przypominało.
- przypominało?
- tak, tak jak się nieraz coś przypomina, piosenka, czy coś.
- a... czego to była reklama, pamięta pan?
- nie. ja ich właściwie nie pamiętam za bardzo.
- i zaczęło pojawiać się ich coraz więcej?
- tak. po dwie, potem po trzy, cztery... i coraz częściej... co ja mam zrobić?
- spokojnie, coś na pewno wymyślimy. proszę powiedzieć, jak to wygląda?
- co, reklamy?
- nie, jak... w jaki sposób one się pojawiają?
- mówiłem, po prostu. myślę sobie o czymś, myślę, a tu nagle, pstryk i pojawiają się reklamy.
- czyli, po prostu zaczyna pan myśleć o czymś innym.
- nie.
- albo przypominają się panu te reklamy, które pan widział w telewizji, czy w internecie.
- no, właśnie, że nie. nie przypominają mi się. tylko się, jakby wyświetlają.
- w pańskiej głowie?
- tak. i nie mogę nic z tym zrobić.
- hm.
- co pani proponuje?
- może na początek zrezygnuje pan z telewizji?
- już dawno zrezygnowałem, myślałem, że to przez to.
- rozumiem...
- da się coś zrobić?
- o, na pewno. wypadałoby zacząć od bardziej szczegółowego wywiadu.
- wywiadu? ze mną?
- tak. proszę mi opowiedzieć o sobie.
- ale co?
- kim pan jest, gdzie dorastał, czy w dzieciństwie miewał pan jakieś zaburzenia...
- zaburzenia?
- tak. w wieku dziecięcym, lub w okresie dojrzewania często zdarza się... proszę pana?
-
- halo, proszę pana! słyszy mnie pan?
-
- co jest, do cholery. proszę pana!
-
- słyszy mnie pan? wszystko w porządku?
-
- pani iwonko! pani iwonko! pacjent ma jakąś zapaść, proszę wezwać pogotowie!
- pogotowie? coś się stało?
- jezus maria! ależ mnie pan wystraszył! myślałam, że ma pan jakąś zapaść!
- zapaść?
- nagle gdzieś pan odpłynął.
- naprawdę?
- tak! przestał odpowiadać, zupełnie pan nie reagował. i oczy miał pan takie szkliste.
- to były one.
- reklamy?
- tak! sama pani widzi, jak to wygląda.
- widzę. przerażające. może być przecież niebezpieczne. jest pan kierowcą?
- jeżdżę rowerem. domyśla się pani co to może być?
- nie... nie w tej chwili. chwileczkę. pani iwonko! już nie trzeba tego pogotowia!
- więc, co to może być?
- na pewno konieczne będą szczegółowe badania, zalecałabym tomografię...
- myśli pani, że to guz?
- nie wiem, może tylko jakaś odmiana epilepsji... miał pan jakiś uraz na tym rowerze?
- nie, jeżdżę bardzo ostrożnie. w przeciwieństwie do tych drogowych wariatów.
- czyli żadnych wypadków w ostatnich miesiącach, latach?
- żadnych. pamiętam ją.
- słucham?
- pamiętam ją.
- co pan pamięta?
- ostatnią reklamę.
- tę którą pan widział przed chwilą?
- tak. nie wiem, może przez tą rozmowę bardziej się skupiłem. pamiętam ją.
- co... co reklamowała?
- nie wiem.
- nie wie pan?
- nie. coś dziwnego. chyba... wszechświat.
- wszechświat?
- no.
- cały?
- nie wiem. nie miał końca.
- rozumiem.
- a ja nie.
- no, tak, rozumiem.
- bo on się rozciągał.
- rozciągał?
- i jednocześnie kurczył.
- o boże.
- wariactwo.
- spokojnie. niech pomyślę... dlaczego... dlaczego pan sądzi, że to reklamy?
- że jak?
- skąd myśl, że to są reklamy. a nie na przykład wizje.
- wizje?
- halucynacje...
- jezu! jak u wariata?
- w pewnym sensie. ale spokojnie, tylko przecież rozmawiamy. skąd pewność, że to reklamy?
- bo... bo są krótkie?
- tak?
- i... jest tam muzyka...
- muzyka?
- tak. dobra muzyka. no i cały klimat. po prostu wygląda to jak reklama.
- sugestywna?
- właśnie! taka żebym to łyknął, zachwycił się, zapamiętał. ale nie pamiętam.
- może pan spróbuje?
- co?
- przypomnieć sobie?
- ale jak?
- położy się pan tu, na tym szezlongu.
- na kozetce? jak w tym dowcipie?
- jakim dowcipie? a, tak, jak w tym dowcipie. proszę się położyć, odprężyć.
- zdjąć buty?
- nie, nie musi pan.
- wygodny.
- cieszę się. proszę uspokoić oddech, zrelaksować się. pozwolić myślom płynąć swobodnie. może...
- jest!
- reklama?
- tak. to znaczy nie. nie ma teraz. ale sobie przypomniałem.
- i co... co przedstawiała?
- serce.
- czerwone?
- chyba. bijące.
- bijące serce?
- tak. i krew. w sensie w żyłach. we wszystkie strony. do najmniejszych zakamarków.
- układ krwionośny.
- o właśnie.
- i muzyka?
- bardziej rytm.
- no, tak.
- ale piękny.
- rozumiem. coś jeszcze się panu przypomina?
- tak...
- proszę mówić!
- ale... tego...
- wstydzi się pan? reklama z elementami erotyki?
- tak jakby...
- proszę się nie krępować.
- penisy.
- elementy falliczne.
- nie wiem, bardzo dużo. nabite jeden na drugi.
- nabite?
- no... tak. i...
- tak?
- jak one... waginy.
- o proszę.
- jak kwiaty. w kwiatach. kwiaty w kwiatach. od zarania...
- od zarania?
- w sensie, od dawna. i razem z tymi...
- penisami?
- penisami, tak, się splatają. w takie, jakby warkocze.
- a muzyka?
- chóry.
- ach, tak.
- następna! 
- słucham uważnie.
- fontanna.
- czynna?
- tak. wychodzą z niej strumienie. żywe.
- żywe?
- tak. ale jak dotykają powierzchni wody to umierają. czarna ta woda.
- czarna woda.
- jakby woda. i...
- i?
- to ja jestem tą fontanną. w sensie, nie rzeźbą, tylko...
- rozumiem.
- tak? bo to jakby rzeźba, ale taka żywa...
- zgadza się.
- co się zgadza?
- wiem już, co panu dolega.
- naprawdę?
- tak, naprawdę. tak można w sumie powiedzieć: choruje pan na prawdę.
- nie rozumiem. może pani jaśniej?
- jasne. to nie są reklamy, to co pan widzi.
- nie?
- nie. to jest prawda.
- jaka prawda?
- naga, że tak powiem.
- o czym pani mówi?
- mówię o... wszystkim, o życiu, o przemijaniu, o...
- czyli jednak choroba?
- raczej dar.
- dar?
- widzi pan, to czego zazwyczaj nie dostrzegamy.
- ale po co?
- jak to, po co?
- po co mam to widzieć?
- no... nie wiem... bo to piękne? bo jest tam muzyka..?
- piękne, nie piękne, przeszkadza mi.
- przeszkadza panu?
- przecież mówię! sama pani widziała. nie chcę tego. czemu pani płacze?
- nie wiem.
- niech się pani uspokoi.
- oczywiście.
- skoro już pani wie, co to, to co mi pani radzi?
- ja...
- dalej pani płacze.
- wiem. przepraszam. to takie... wzruszające.
- moja choroba?
- już. już jestem spokojna.
- co mam robić?
- nic.
- nic?
- myślę, że to najlepsza strategia.
- nic nie robić?
- tak. niech pan nie zwraca na to uwagi, nie przejmuje się. powinno samo przejść.
- i tyle?
- myślę, że tak.
- nie myśleć, nie przejmować się?
- to, wbrew pozorom nie takie łatwe. wymaga pewnej samodyscypliny.
- samodyscypliny...
- zgadza się.
- i to wszystko?
- raczej tak.
- a nie ma... jakichś pigułek na to?
- nie wiem, nie sądzę. ale mogę pana umówić z zaprzyjaźnionym psychiatrą.
- z psychiatrą? nie, nie. dziękuję.
- to przecież lekarz.
- spróbuję z samodyscypliną.
- jak pan chce.
- czyli to wszystko?
- sądzę, że na dzisiaj tak.
- minęła już godzina?
- prawie.
- okej. to dziękuję bardzo. płacę u tej pani w recepcji?
- tak, pani iwonka przyjmuje płatności.
- 100 złotych?
- 150.
- ale znajomy mi mówił...
- pierwsza wizyta kosztuje więcej. następne są tańsze.
- aha...następne...
- wie pan, to nie będzie raczej konieczne. jeśli uda się panu samodzielnie...
- o, pewnie się uda.
- pewnie tak.
- to... dziękuję bardzo.
- i ja dziękuję.
- do widzenia.
- do widzenia.
 






Z WIZYTĄ W CENTRUM ONKOLOGII

Drzwi windy zamknęły się za mną bezszelestnie. No, tak, przecież to nowiuteńki, do tego bardzo nowoczesny budynek, ledwie parę miesięcy ...