wtorek, 17 stycznia 2017

Pan Zenek

Ty popatrz jaki pusty ten sklep... A?          
Parę, kurde kiecek na krzyż.        
Na krzyż, łapiesz..?        
No.              
He. 
Właściwie to jakieś sznurki. Trochę, kurde oszmacone. A kosztują pewnie tyle, że ho ho! 
No...         

I jak myślisz, co ta biedna kobieta robi tu cały dzień?              
No, jak myślisz? 
Przecież tu przychodzi ktoś raz na ruski rok...
I ona siedzi tu cały dzień, jak rok. Jak wyrok. W tych białych ścianach. Oszaleć można... Wiem, o czym mówię. 
Wiesz, o czym mówię?
Halo! Nie śpimy, nie wolno!   
 
Kurde, jak ona to robi? 
Przyjrzyj się jej.
Patrzy sobie gdzieś. Chyba w pustkę. Albo vice versa. I zdradzę ci, że potrafi to robić naprawdę długo. Jedna i druga. Wiem, obserwowałem ją.     
Bo widzisz zawsze robię najpierw mały rekonesans. Więc znam tę całą galerię od podszewki...            
Od podszewki, łapiesz? 
No...       
     
Stoi tu, bo siedzieć pewnie nie wolno, z tym swoim szklanym wzrokiem, życie jej przecieka przez szmaty, a ta jak posąg stoi.         
Właśnie! Może ona jest po prostu jakimś takim mnichem. Ekspedientka-mnich. I sobie tu cały dzień medytuje. 
Ty widzę, też sobie medytujesz! Obudź się, człowieku!
No.
 
I powiem ci, że ten świat to się na takich mnichach opiera. Żebyś wiedział!
Gdyby ludzie nie byli tacy cierpliwi, toby inaczej to wyglądało... Oj, inaczej...
Cierp i wyj.
Byle po cichutku.   
No, popatrz na nią, nawet nie mruga... 
Myślisz, że już w zawodówce miała kurs tego, jak mu tam... zen? Z jakimś panem Zenkiem? 
Sobie wyobraź, kurde, he he. 
Pan Zenek wchodzi rano do klasy, uczennice wstają szurając krzesłami i mówią: dzień dobry panie Zenku.
A ten mówi: ommm.
Co jest skrótem od "dzień dobry szanownym paniommm". 
Łapiesz?
Kurde, mówię, że nie można spać. No, już! Dalej.

I tego... zaczynają się zajęcia. 
Lekcja pierwsza, powiedzmy, stanie nieruchome przy ladzie.
Która się poruszy dostaje od pana Zenka... oma. A dziesięć omów, to już ruch oporu i uczennica trafia na dywanik.
I do bagażnika...
Za daleko. Wracamy na ziemię. 
Lekcja druga: patrzenie w pustkę. 
Pan Zenek chodzi i ocenia sę nieskupienia i szklistość gałki.
Lekcja trzecia...
No, kurde, lekcja trzecia właśnie do nas idzie. A właściwie pierwsza, w przypadku tego przybytku. Widzisz ochroniarza, który zmierza w naszym kierunku niczym miecz sprawiedliwości? To znak, że trzeba nam się zmywać.
Albowiem grzechem jesteśmy na czystym sumieniu tej świątyni
Dalej, wstajemy, ludu wyklęty.
Nie, nie na inną ławkę, ten nie odpuści. Wiem, co mówię. 
Nie odpuści, skurwysyn. 
Ale nic to. 
Ruszamy, no, dalej, wstawaj!
Aleś się zaprawił, jadłeś coś?
No właśnie. 
Chodź, podskoczymy do braciszków, już powinni dawać zupkę. Potem pekaes nadziewany ciepłymi kaloryferami. Tam będziemy dopiero jak pączki w maśle. 
Albo w skiśle, he he. 

Nie obracaj się, idzie za nami.
Jest sumienny, nad wyraz. Tylko nie pytaj jaki. Bo nie powiem.
Dalej, oprzyj się o mnie, pójdziemy skrótem, będzie krócej, a przy okazji o-miniemy moją byłą pracę, pokażę ci. Pokażę ci moje stanowisko nawet, bo to w szklanym domu więzili duszę mą.

Też, kurde byłem taki cierpliwy.
Jak kurwa, bo w agencji robiłem.
I pana Zenka t znałem.
Szkolił mnie na całego, ale mu powiedziałem...
Tak, tak, panie władzo. Już idziemy.
Tylko bez nerwów.
Bez nerwów...
Bez ducha, to szkieletów nudy...
Mówię ci, świat nie potrzebuje już poetów.
Potrzebuje jedynie kopistów.
Kopistów rajtystów. 
Chodź, przyjacielu, opuścimy to centrum po dobroci.
Bo po złoci, nas z kolei nie opuszczą.

         

Z WIZYTĄ W CENTRUM ONKOLOGII

Drzwi windy zamknęły się za mną bezszelestnie. No, tak, przecież to nowiuteńki, do tego bardzo nowoczesny budynek, ledwie parę miesięcy ...