środa, 21 grudnia 2016

Deseń


Członek komisji sejmowej w wielkim skupieniu obserwował pęcherzyk powietrza w opróżnionej do połowy, otwartej butelce wody mineralnej. Była to ostatnia bańka z trzynastu, jakie osiadły na ściance butelki po jej otwarciu i częściowym opróżnieniu. Długo się cholera trzymała. Członek komisji nie pomyślał jednak, że jest w tym coś wzruszającego. Co to, to nie. Po dłuższej chwili, bez żadnego ostrzeżenia, bąbelek oderwał się od szkła i powędrował ku wolności. Członek komisji westchnął. 
Przeniósł spojrzenie niżej, pod stół, na którym walały się papiery. Zainteresował się własnymi sznurowadłami. Postanowił zbadać przebieg każdego z nich. Z prawym nie było problemu. Bez większego trudu można było prześledzić drogę sznurówki od metalowej skuwki, przez solidny węzeł, kolejne dziurki, znowu węzeł, do końca, który był zarazem początkiem. Przez chwilę zabawa ta zajmowała członka komisji. Ale z lewym butem nie poszło już tak gładko. Może była to kwestia niedbałego wiązania, a może członek komisji był przemęczony. Dość, że jego wzrok gubił się w zagięciach nawoskowanego sznurka. Członek komisji nie pomyślał jednak, że ma do czynienia z pęknięciem rzeczywistości odsłaniającym podskórny chaos, który tak naprawdę tym wszystkim rządzi. Bynajmniej. Mężczyzna po prostu porzucił obserwację niesfornego sznurowadła, pochylił głowę jeszcze niżej i zatrzymał wzrok na podłodze. 
Chrząknął zniesmaczony. Prosty, geometryczny wzór jakim pokryte było linoleum wywołał w nim niepohamowaną, dławiącą niechęć. Mniejsze i większe kwadraty w różnych odcieniach brązu odrzucały go, nie mógł wprost na nie patrzeć. Nie pomyślał jednak, że może to mieć związek z głęboko zagrzebanymi w pamięci wspomnieniami z wydarzeń w szkolnej auli, dawno, dawno temu. Bo i po co. Wyprostował się na krześle. Poskładał papiery. Stiuki na suficie, widok za oknem, kwiecista tapeta, zdobienia kinkietów, bąbelki w butelce, sznurowadła. To wszystko przestudiował już dokładnie. Pozostawała mu tylko podłoga. W związku z tym postanowił zabrać głos w dyskusji, bo było to o niebo lepsze, niż ten paskudny deseń. 

Koci łeb

Wiedziałem, że to się tak skończy. Że cały ten pies i związane z nim obowiązki spadną na mnie. Dlatego od początku byłem przeciwny, ale J...