poniedziałek, 30 maja 2016

Jak Żabiudo łapał wiatr historii



Żabiudo zarzucił nogawkę na plecak i przepaczkował się na półkę z drożyzną. Oczywiście nie był tam na milę widziany, do tego wiało tu obciachem bardziej niż gdzie Indziej. Przyjął więc podręcznikową pozycję, potem rozwinął nogawkę na całą długość krótszego ramienia (oczywiście do czoła). Złapał okruch, drugi, trzeci, aż wreszcie lub nie wrzeszczcie, nogawka napięła się do granic, a szwy poszły na całej grubości. W sensie nićmi.

Z WIZYTĄ W CENTRUM ONKOLOGII

Drzwi windy zamknęły się za mną bezszelestnie. No, tak, przecież to nowiuteńki, do tego bardzo nowoczesny budynek, ledwie parę miesięcy ...