sobota, 16 kwietnia 2016

STATEK PIRACKI

Po wielkim niczym ocean niczym, które kołysało się to w jedną, to w drugą, to w piątą stronę pływał statek piracki.  

Statek pokładów miał trzynaście.   

Na każdym pokładzie stał kapitan.  

A każdy kapitan był inny. 
Na pierwszym pokładzie stał kapitan bez oka. 
Na bezoku miał czarną opaskę, a na opasce oko. 
Takie namalowane rzecz jasna. 
I straszne, tak straszne, że każdy, kto na nie spojrzał mówił prawdę i tylko prawdę. 
Co było bardzo zabawne, kiedy przychodziło co do czego. 
 
Na drugim pokładzie stał kapitan o czterech rękach, a w każdej ręce trzymał pół cytryny. 
I minę miał bardzo kwaśną. 

Na trzecim pokładzie stał kapitan w spodniach z galaretki poziomkowej, bo taką miał fantazję. 

Na czwartym pokładzie stał kapitan, który od czterdziestu lat co rano zjadał rosół z papugi. 
Ponieważ papugi rzadko występowały na tym statku, kucharz wymyślił, że będzie robił zupy ze szczura ubranego w pióra. 
Kapitan nie domyślał się niczego, aż do dnia, kiedy mistrz rondla, z okazji sześćdziesiątych dziewiątych urodzin kapitana, zdobył prawdziwą papugę.  
Tfu! – wykrzyknął kapitan. Dawać mi tu prawdziwy rosół z papugi! 
Kucharz szybko złapał szczura i życie wróciło do normy. 

Na piątym pokładzie stało dwóch kapitanów, a każdy był kapitanem podwójnym z potrójnym kapitanem na głowie i poczwórnym kapitanem w sercu. 
Było to bardzo skomplikowane, ale oni we wszystkim doskonale się orientowali. 

Na szóstym pokładzie stał kapitan z głową konia twierdząc, że jest bardzo starożytnym kapitanem. 
To znaczy koniem. 

Na siódmym pokładzie stał kapitan niedzielny, bardzo przy tym odważny. 

Na ósmym stał goły kapitan, ale tylko jedną nogą, gdyż drugą postawił na drugim pokładzie. 

Na dziewiątym pokładzie stał kapitan po kapitalnym remoncie, a właściwie leżał. 

Na dziesiątym kapitan w kształcie strzału. 

Na jedenastym pokładzie, nie będzie to chyba dla nikogo zaskoczeniem, stał kapitan zero. 

Na dwunastym zaś jedynkowy. 

Wyobrażacie to sobie? 

Bo ja nie bardzo! 

Na szczęście, na trzynastym pokładzie stała kasa, do której wszyscy kapitanowie ustawili się w kolejce, szykując drobniaki. 

Z wyjątkiem kapitana z ósmego pokładu, który był goły.

Z WIZYTĄ W CENTRUM ONKOLOGII

Drzwi windy zamknęły się za mną bezszelestnie. No, tak, przecież to nowiuteńki, do tego bardzo nowoczesny budynek, ledwie parę miesięcy ...