czwartek, 7 kwietnia 2016

RĘCE DO CHMURY!


– Hände hoch! – wrzasnął esesman odbezpieczając czarnego lugera i mierząc w głowę obdartego mężczyzny.

Ten zamarł w pół kroku. Powoli uniósł ręce nad głowę. Funkcjonariusz zapatrzył się na te łapska, wielkie i spracowane. Przypomniała mu się matka, chleb wyjmowany z pieca i drewniany konik z czerwoną kokardką.

Ręce jednak nie dały długo na siebie patrzeć.

Unosiły się coraz wyżej i wyżej. Przebiły chmury, otarły się o nurkującego Messerschmitta Bf 162, minęły Księżyc, Słońce, galaktyki, czarne dziury i tak dalej i dalej. Dotarły do krańca Wszechświata i ze względu na jego naturę nadal opadały, mijając czarne dziury, galaktyki, Słońce, Księżyc. Otarły się o nurkującego Messerschmitta Bf 162, przebiły chmury, coraz niżej i niżej.

Aż dosięgły esesmana.

Jedna z rąk delikatnie zdjęła mu z głowy hełm, druga rozpięła pas. Potem zajęła się butami, podczas gdy paluchy tej pierwszej żwawo zatańczyły na bluzie, rozpinając guziki. Jeszcze tylko spodnie, biały podkoszulek i oto wielkie, spracowane dłonie nabierają nagiego młodzieńca niczym spragniony wodę. I kołyszą leciutko, ti, ti, ti.

A luger wisi w powietrzu, czarny, nieporuszony.

Z WIZYTĄ W CENTRUM ONKOLOGII

Drzwi windy zamknęły się za mną bezszelestnie. No, tak, przecież to nowiuteńki, do tego bardzo nowoczesny budynek, ledwie parę miesięcy ...