czwartek, 31 marca 2016

Bajka o Włosie Łonopartyjnym

Był sobie raz... och, nie oszukujmy się! Był, jest i będzie, po wsze czasy: Włos Łonopartyjny. Śliski i pokręcony. Że śliski to mu akurat pasowało, wszędzie się wciśnie, trudno go złapać. Ale ta pokrętność, jakoś tak nie pasowała. Bo, jakże to? Z jednej strony Łonopartyjny mówi jak żyć, a z drugiej wije się, jak nie powiem kto. Wszystkich trzyma na baczność, a sam jakoś tak kędziorkiem... Jednym słowem, pragnął prostym być. Ba, pożądał prostości bez mała obsesyjnie. Na nic jednak zdały się wizyty u lekarzy, rzucanie się pod walec historii czy łapanie prawa i lewa jednocześnie. Nic nie pomagało.
Może to jakiś problem, za przeproszeniem wewnętrzny, dumał nasz bohater. Zwrócił się więc do uznanego psychoanalityka, ale ten nie dość, że miał zbójnickie stawki (wzięty pod włos okazał się niezłym ziółkiem i dołączył do reszty tego konowalskiego tałatajstwa w tajdze), to na dodatek bredził coś o trudnym dzieciństwie, relacjach z matką, czy jakichś innych sprośnościach. No, tak nie będziemy rozmawiać, panie kolego!
Podłamany Włos wracał pancerną limuzyną do swej pancernej rezydencji. Nie mógł sobie znaleźć miejsca na skórzanych siedzeniach. Zapatrzył się w przepisowo wygolony kark kierowcy. Coś go tknęło.
 – Ty, szofier! – odezwał się zwyczajowo srogim tonem.
 – Tak, Wodzu? – wykrztusił młodzieniec zwyczajową formułkę, co poprawiło trochę Łonopartyjnemu humor.
 – Ty jesteś chłopak z prostego ludu, co?
 – Tak, Wodzu!
 – To ty mi może powiesz. Tak między nami, zupełnie, wiesz, prywatnie...
 – Tak, Wodzu... – w lusterku błysnęły przerażone oczy kierowcy.
Wódz skinął przyjaźnie na znak, że chłopak może być całkowicie szczery, nic mu nie grozi.
 – Powiedz ty mi, kochaniutki, czemu ja nie mogę być prosty?
 – Eee... to znaczy... jakby to...
 – No mów, chłopcze, mów! Widzę, że coś wiesz! Wiedziałem! Wiedziałem, że prawdziwa mądrość pochodzi z ludu! – Łonopartyjny aż skręcał się z podniecenia.
Szofer przełknął ślinę. Młody był, co mu tam.
 – No, Wódz... prawdę mówiąc... nie może być prosty!
 – Ale dlaczego! Tego nie rozumiem! Powiedz mi!
 – Bo, tego... Wódz... jest... po prostu... z dupy... że tak powiem... – wydusił z siebie gieroj a cisza jaka zapadła nie wróżyła niczego dobrego.
Oj nie wróżyła.

Z WIZYTĄ W CENTRUM ONKOLOGII

Drzwi windy zamknęły się za mną bezszelestnie. No, tak, przecież to nowiuteńki, do tego bardzo nowoczesny budynek, ledwie parę miesięcy ...