poniedziałek, 9 listopada 2015

Panna Koper



Panna Koper mniemanie o sobie miała bardzo wysokie.
– Cenili mnie już E g i p c j a n i e! – mawiała, śledząc Słońca wstawanie.
– Dla Greków byłam o z n a k ą zamożności! – folgowała swej niemałej próżności.
– A ojciec literatury polskiej zalecał mnie do w s z y s t k i e g o! – trzeba przyznać, miała dość wybujałe ego.
Warzywa w ogródku z niesmakiem kręciły nosów korzeniami.
A ostre papryczki nabijały się z nadętej pannicy otwarcie, wespół z burakami.
– Nie wyobrażacie sobie chyba, że u p a d n ę do jajecznicy, czy kompotu? – grzmiała zuchwała damulka z okolicy płotu.
Dumnie stroszyła pełne nasion grzywy:
– Zapewne czekają mnie jakieś lepsze p e r s p e k t y w y!
I trafiła do słoika z Ogórkami.
– To s k a n d a l! Proszę mnie stąd n a t y c h m i a s t wypuścić! – siłując się z nakrętką, nie przestawała się złościć.
Na próżno jednak, słój był dobrze zakręcony.
Ogóry spozierały na Koperównę tęsknie, każdy jeden szukał żony.
Atmosfera robiła się z wolna coraz gęstsza i gęstsza.
Pannie Koper brakowało własnego kąta, a także, co zrozumiałe – powietrza.
Tym bardziej, że każdy z mieszkańców weka, 
próbował się do niej zbliżyć (a ta ciągle jęczy i narzeka).
Kawał Chrzanu żartował z sytuacji, taki był miły.
Ząbki Czosnku, jak to ząbki, szczerze się szczerzyły.
Ogórki natomiast zrobiły zrzutkę i podarowały damulce biały kożuszek.
Na nic się to jednak zdało, zrobił się z niej bowiem nerwów kłębuszek.
Aż pewnego dnia Ogórków zaczęło ubywać.
Panna Koper mogła sobie swobodniej w zalewie popływać.
– Nareszcie będę miała święty s p o k ó j! – cieszyła się, gdy coraz puściej robiło się wokół.
Aż został tylko jeden Ogórek.
– Mam na imię Jurek.
Przysunął się do serca swego wybranki, a przypominał morskiego stwora.
– Zawsze panią kochałem, pewnie niedługo przyjdzie na mnie pora.
I zaśpiewał piosenkę, nad którą całe życie się głowił.
Na szczęście zdołał ją ukończyć, nim go ktoś ze słoja wyłowił:

Żyjesz dzień,
może dwa.
Morze więcej,
morze mniej.
Statek odbija,
brzuszek burczy.
Mucha nie siada.
Nie ma na co
czekać!





Koci łeb

Wiedziałem, że to się tak skończy. Że cały ten pies i związane z nim obowiązki spadną na mnie. Dlatego od początku byłem przeciwny, ale J...