piątek, 13 listopada 2015

BIEDRONEK


 
Biedronek wrócił ze szkoły z płaczem. Cisnął tornister między korzenie i schował się pod liściem, skąd dobiegało jego ciche pochlipywanie. Mama Biedronka odłożyła Robótkę, wstała z fotela i podeszła do trzęsącego się liścia.
 – Biedronku, kochanie! Co się stało?
 – Uuu... dzieci mnie nie lubią..!
 – Och, przecież nawet cię dobrze nie poznały! Szkoła dopiero co się zaczęła... na pewno cię polubią!
 – Nie lubią i nie polubią... – łkał Biedronek.
 – Skąd ta pewność, synku..?
 – Same tak mówiły! I jeszcze mnie przezywają...
Mama Biedronka westchnęła, uniosła liść i wzięła zapłakanego malucha w ramiona.
 – Przezywają cię, moja kruszyno?
Biedronek wytarł nos rękawem łapki.
 – A, tak! Mówią na mnie Sztuczne Oko, albo Mutant, albo... jeszcze gorzej. I popychają mnie! Nie pójdę już tam więcej!
Mama sięgnęła po chusteczkę i wręczyła ją synowi.
 – No, a co na to pani Biedruhna? Nie zgłosiłeś jej tego? – zapytała.
Biedronek wydmuchał nos i zaczął wymachiwać zasmarkanym fularem.
 – Nie jestem skarżypytą! Poza tym Biedarek powiedział, że jak pójdę do pani, to on... to on...
Malec znowu się rozpłakał.
 – Co zrobi ten cały Biedarek, jeśli pójdziesz do pani Biedruhny?
 – Powiedział, że mi wymontuje obiektyw..! A ja nawet nie wiem, o co mu chodzi!
W tym momencie do mieszkanka wszedł Tata Biedronka. Smarkul wyrwał się z ramion mamy, podbiegł do ojca i wylał kolejną porcję łez na spodnie jego nóżek.
 – A co się stało mojemu dzielnemu wojownikowi? No... spokojnie synku, wszystko mi opowiedz, a zaraz zaradzimy problemowi!
Posadził sobie Biedronka na kolanach. Mama Biedronka spojrzała na męża wymownie.
 – Rozumiem. A więc nadszedł ten moment, stwierdził Tata kiedy musimy poważnie porozmawiać, synu.
Biedronek przestał płakać, spojrzał na rodziców i rozryczał się na całego.
 – Ależ mój mały! Nic się nie bój! To nie będzie jakaś straszna rozmowa, raczej bardzo interesująca rozmowa. No już, otrzyj łzy... Jak tak będziesz tyle płakał, to całkowicie się odwodnisz,! A nie chcesz chyba wyschnąć na wiórek, tak jak wujek Bienek? Pamiętasz wujka Bienka?
Malec roześmiał się, nie przestając się mazać.
 – Pamiętam – powiedział. – Ciocia postawiła go potem w przedpokoju i trzymała w nim słoiki...
 – Właśnie! A my nie mamy jeszcze gotowych słoików, więc nie możesz nam wyschnąć... Nie wyschniesz?
Biedronek otarł łzy i wziął się w garść.
 – Nie wyschnę! Tato, a co to jest obiektyw? I gdzie ja go mam?
 – No cóż synu. Ten obiektyw to... masz go w... bo oni... – Tatuś Biedronka pogubił się trochę w tłumaczeniach.
– Synku, jesteś scyborgizowanym owadem zwiadowczym i obiektyw, a raczej obiektywy, o których mowa, to twoje oczy. – powiedziała zdecydowanie Mama Biedronka.
Zapadła cisza. Biedronek patrzył to na Mamę, to na Tatę. Przez jego pyszczek przebiegały różne emocje. Zwyciężyła ciekawość.
 – Moje oczy to obiektywy? Nie rozumiem... – Biedronek próbował przetrzeć oczy łapkami.
 – Patrzysz na świat przez miniaturowe kamery podłączone do twojego mózgu i do nadajnika, tak by mogły przekazywać obraz... – kontynuowała wyjaśnienia Mama.
 – Nadajnika..? To mam jeszcze jakiś nadajnik!? – Biedronek próbował spojrzeć sobie na plecy.
 – Tak, synku. I system sterowania wprzęgnięty w układ nerwowy. Na szczęście i nadajnik i sterowanie już nie działają.
 – Nie działają? Jestem zepsuty?
 – Oczywiście, że nie! Jesteś całkowicie zdrowym, cudownym zuchem! – Mama przytuliła czule swojego synka.
 – Ale skąd ja to wszystko mam? – dopytywał się Biedronek.
 – Ludzie są za to odpowiedzialni.
 – Jacy ludzie?
 – Nie znasz ich. I już nie poznasz.
 – Ale dlaczego?
 – Ponieważ już ich nie ma...
 – Zacznijmy od początku – wciął się Tata. – Twoja mama nie mieszka na łące od zawsze. Urodziła się w laboratorium wojskowym agencji DARPA. Była to amerykańska jednostka badawcza, która zajmowała się wdrażaniem najnowocześniejszych technologii militarnych. Eksperymentowali także na owadach...
 – Mnie akurat nic nie zrobili... – wyjawiła Mama. – Potrzebowali moich dzieci...
Tata objął Mamę, która wtuliła się w męża. Opowiadała dalej:
 – Moim maleństwom, w stadiach poczwarki wszczepiali niewielkie układy scalone, oraz, jak w twoim przypadku obiektywy kamer...
 – Kiedy poczwarki są nieruchome, a ich narządy ulegają przebudowie, to mogą, te narządy w sensie, uformować się wokół wszczepionych implantów... – wtrącił Tata.
 – Kochanie, chcesz opowiedzieć tę historię? – oburzyła się Mama, ale tylko trochę.
 – Oczywiście, że nie moja droga! Przepraszam, po prostu bardzo mnie to fascynuje... – zaczerwienił się Tata.
 – Ależ opowiadaj mój fascynacie, opowiadaj! – Mama była bardzo wyrozumiała.
Uradowany Tata usadowił się wygodniej w fotelu i zabrał się do imponowania wiedzą:
 – Tak przetworzone owady wykorzystywane były do zwiadu. Żołnierze mieli urządzenia, za pomocą których sterowali lotem owadów, a dzięki obrazowi z kamer, widzieli, co się dzieje w okolicy. Pojedynczy osobnik miał zasięg nawet kilkuset metrów! Wyobrażasz sobie? No, w sumie nie musisz... przecież ty... Ale chyba nic z tego nie pamiętasz? Mam rację? Tak myślałem... Gdzie to stanęliśmy? Już wiem! Zastanawiasz się zapewne, i całkiem słusznie, skąd brało się zasilane urządzeń rejestrujących? Otóż rozwiązano to za pomocą tyciego generatora, napędzanego ruchem samego owada. Bardzo to sprytne... – Tata spojrzał na Mamę i dodał: – Chociaż wykorzystywane do niecnych celów...
 – Czyli, ja byłem urządzeniem wojskowym? Sterowali moim lotem? Ale przecież nikt mną teraz nie steruje! Gdzie są ci żołnierze?
Rodzice spojrzeli po sobie, Mama znowu westchnęła, Tata klasnął w łapki.
 – Nadeszła pora na mały spacer, moi kochani. Zakładamy kalosze i rozpościeramy skrzydełka! Lecimy na Granicę Łąki! – zaordynował Tata.
 – Na Granicę!? – zdziwił się Biedronek. – Przecież tam nie można!!!
 – Dzisiaj można synku. A nawet trzeba!

***

Trzy niewielkie owady przycupnęły na Granicy Łąki. Pierwszy odezwał się ten w niebieskich kaloszach.
 – Powiedz tak szczerze synu. Byłeś tu już kiedyś?
 – No co ty, Tato! W życiu... – zmieszał się najmniejszy z owadów. – No, może raz...
 – Mój chłopak! – niebieskie kalosze podskoczyły z radości.
 – Biedronku! Dzisiaj jest wyjątkowa okazja, i jesteś z nami. Ale w przyszłości, proszę, nie przychodź tu. To bardzo niebezpieczne... – właścicielka żółtych kaloszy była jak zwykle rzeczowa.
 – Ale dlaczego?
Tata Biedronka wskazał przed siebie.
 –Widzisz tę linię, za którą kończy się trawa i zaczyna popiół?
 – Widzę! A tam leżą... szkielety?
 – Dokładnie! Przekraczanie Granicy grozi po prostu śmiercią.
Biedronek wyostrzył obiektywy.
 – Tato, a co to za dziwne krzaki? O! Tam!
 – To nie krzaki synu, ale ruiny miast.
 – Ruiny miast? Tam mieszkają ludzie?
 Mama otrząsnęła się z zadumy i włączyła do rozmowy:
 – Tam już nikt nie mieszka, kochanie. Ludzi nie ma. Wszyscy umarli.
 – Jak to umarli?! Wszyscy?!
 – Właściwie, to się pozabijali. – Tata postawił sprawę jasno.
 – Ale dlaczego!?
 – Są różne teorie na ten temat... – zaczął Tata, ale Mama mu przerwała.
 – To było podobnie, jak w przypadku Biedarka i tych, którzy cię przezywali. Jedni ludzie nie lubili drugich, nie akceptowali ich. I w rezultacie zniszczyli cały swój świat.
 – Mogło też chodzić o pieniądze. To taka moja prywatna teoria... – dodał Tata.
Zapadła wymowna cisza. Cała rodzina przyglądała się poszczerbionym ruinom otaczającym łąkę ze wszystkich stron.
 – To chyba dobrze... że ludzi już nie ma... – odezwał się Biedronek.
 – Tego nie wiemy... Niektórych szkoda, nie wszyscy byli źli. Mam właściwie niejasne podejrzenie, że niedobrzy byli tylko niektórzy... – zamyślił się Tata.
– Przynajmniej już mną nie sterują! Ale dlaczego nie powiedzieliście mi wcześniej? Całe życie żyłem, w tej... nieśmiałości! – Biedronek miał do rodziców trochę pretensji.
 – Nieświadomości, synku. – poprawiła go Mama. – Nie mówiliśmy ci o tym, ponieważ dla nas jesteś i zawsze byłeś, taki jak trzeba. I kochamy cię takiego, jaki jesteś!
 – Poza tym świadomość odmienności jest dużym obciążeniem dla młodej psychiki... – Tata zawahał się pod spojrzeniem małżonki. – Chciałem powiedzieć, że mogłoby ci to przeszkadzać w beztroskim dzieciństwie.
 – Być może powinniśmy porozmawiać z tobą na ten temat, zanim poszedłeś do szkoły, ale... ja po prostu o tym zapomniałam! Naprawdę! – przyznała się Mama. – Kompletnie mi te twoje odmienności wyleciały z głowy..!
 – Bo to są tylko szczegóły, mało istotne. – stwierdził Tata, i nie mogąc się powstrzymać dodał:
 – Choć wielce interesujące!
Wszyscy roześmiali się, a Mama trochę popłakała. Ciekawość Biedronka nie była jednak jeszcze zaspokojona.
 – Czyli mam obiektywy oczne, nieczynne sterowanie... – wyliczał. – I coś jeszcze mam?
 – Generator wytwarzający prąd dzięki ruchom twoich skrzydełek, naprawdę zmyślne urządzenie – powiedział Tata.
 – Ach, więc to jest to pudełko, na które Mama mówi: Skrzyneczka-Nakręteczka?
 – Nigdy cię nie zastanawiało, dlaczego wciąż masz siłę latać, kiedy my musimy  odpocząć na liściu? To właśnie dzięki tej Skrzyneczce. – wyjaśniała Mama.
 – Masz też niesłychanie dobry wzrok. Smaczne mszyce wypatrzysz nawet po zmroku...
 – Mało tego! – ożywiła się Mama. – Tylko ty potrafisz naprawiać Robótkę, którą zresztą sam znalazłeś. Dla mnie była to po prostu kupka kabelków i rurek, ale ty wiedziałeś jak ją uruchomić. A bez Robótki nie byłoby przecież ani mojego sławnego Koktajlu Tysiąca Mszyc, ani Tortu z Wełnowca...
 – Czyli mam supermoce! To super! – krzyknął Biedronek i zatańczył na czterech nóżkach.
 – Tak, skarbie, masz pewne cechy, które odróżniają cię od innych. Pamiętaj jednak, że nie ma dwóch identycznych owadów na świecie. Każdy jest inny. I każdy zasługuje na szacunek. Bez tego giną całe światy.
Mama objęła Biedronka łapką i nachyliła się ku niemu:
 – Mówisz, że gdzie mieszka ten Biedarek? Czy to nie syn, tych spod czarnego bzu? – dopytywała się.
Następnie zaczęła coś szeptać swojemu synkowi na ucho. Biedronek uśmiechał się coraz szerzej i szerzej.

***

Chłopaczyska czekali na Biedronka już za Omszałym Głazem. Na ich czele stał oczywiście Biedarek i to on przypuścił atak.
 – E! Mutant! Gdzie się wybierasz? Nie boisz się, że ci śrubki pordzewieją od deszczu?
Biedronek chciał ich wyminąć, ale agresywny młokos zastąpił mu drogę.
 – Głuchy jesteś? Czy styki nie łączą? Nigdzie nie polecisz!!!
Biedronek spojrzał napastnikowi prosto w oczy. Zogniskował soczewkę. Biedarka opuściła pewność siebie.  Zawahał się, reszta chłopaków to wyczuła i zwarty dotąd szereg rozluźnił się. Biedronek wykorzystał powstałą w nieprzyjaznym murze lukę i ruszył przed siebie.
Przywódca bandy nie mógł darować takiej zniewagi. Krzyknął z całych sił:
 – Siedem kropek piąta szyja, Sztuczne Oko dostał w...
Nie dokończył, bowiem Biedronek zawrócił i stanął przed nim, bez lęku. I tak przemówił:
 – Słuchajcie chłopaki. Wydaje się wam,  że jesteście normalni? Otóż powiem wam, że nie jesteście! Nikt nie jest normalny, nikt na całym świcie! Na przykład ty, Biedarek! Dobrze wiem, że twoja siódma kropka jest domalowana? Tak, tak, masz tylko sześć własnych. Ale to jest okej. Taki jesteś. I mi to nie przeszkadza. Możesz mieć nawet sto kropek, ja cię... zakceptowuję. – spojrzał na pozostałych. Ci cofnęli się o krok.
 – Biedroń, twoja krótsza noga jest tak samo dobra, jak pięć pozostałych. I co z tego, że musisz nosić tego śmiesznego buta? Albo ty, Biedzichu, czemu się nie odezwiesz? Bo się trochę zacinasz? A komu to przeszkadza? Bo mi nie! Ja cię akceptuję. Właśnie! Akceptuję, nie akceptowuję, taki mi się łapsus języka wyrwał... No co tak wytrzeszczacie oczy? Nie wiedzieliście, że akceptacja to podstawa? Tak samo z Nowakiem! – schowany za pozostałymi owad próbował schować się jeszcze bardziej. – Jesteś ziom zupełnie normalny, i to właśnie cię odróżnia od innych. I nie ma w tym nic złego!
Chłopaki spojrzeli po sobie. Nowak był nawet na granicy płaczu. Biedronek triumfował.
 – Zgadza się, jestem odmienny! Mam obiektywne oczy i generator, i znam się na Robótkach, ale to nie znaczy, że jestem gorszy, czy coś. Ani lepszy, muszę dodać. Po prostu inny. Ale równy. Czyli szacunek! Szacunek to podstawa. I pamiętajcie, jak nie będziecie mnie lubić to będzie wojna i wszystkie Biedronki zginą!
Młodzieńcom opadły szczęki, tylko Biedarek swoje zaciskał. Biedronek uśmiechnął się do całej paczki.
 – To kto chce wiedzieć, gdzie jest najwięcej mszyc w okolicy? –  czarował kolegów. – Mogę zrobić zbliżenie! A może ktoś by chciał Robótkę? Możemy poszukać! Lecimy?
Biedroń, Nowak i cała reszta, ruszyli raźno za nowym kolegą. Biedzichu nie przejmując się swoim jąkaniem, opowiedział nawet kawał – bardzo zabawną historyjkę o Biedronce, Motylu i Pszczole. Tylko Biedarek został przy Kamieniu.
I kto wie, może stoi tak tam do dzisiaj?




Z WIZYTĄ W CENTRUM ONKOLOGII

Drzwi windy zamknęły się za mną bezszelestnie. No, tak, przecież to nowiuteńki, do tego bardzo nowoczesny budynek, ledwie parę miesięcy ...