niedziela, 11 października 2015

Promyczek


Pewien chłopiec zaczął gwałtownie rosnąć w ósmej klasie szkoły podstawowej. W trakcie matematyki miał już metr i 84 centymetry wzrostu. Podczas biologii był tak wysoki na siedząco, jak pani Kazia na stojąco. Na religii uderzył głową w sufit, a po długiej przerwie, pani od fizyki nie wytrzymała. Młodzieniec chciał dobrze: usiadł w ostatniej ławce, pochylił się, jak tylko mógł. W rezultacie, jego głowa unosiła się nad nauczycielką, i chcąc nie chcąc zaglądał do dziennika. Na szczęście lekcja historii odbywała się na drugim piętrze. Posadzili więc wyrostka przed szkołą, skąd zaglądał przez okno. Było już jednak dosyć zimno i dzwonienie zębów biedaczyska nie pozwalało pozostałym uczniom zapoznać się z dziejami powstania. Wtedy wuefista wpadł na genialny pomysł. Przecież chłopak może zostać niezrównanym koszykarzem! Komitet rodzicielski wyłożył pieniądze na bilet i gołowąs poleciał do Stanów Zjednoczonych. Ale tam go nie chcieli, ponieważ zawadzał głową o rozgwieżdżone lampy w halach sportowych i rzucał dziwaczne cienie. Jak niepyszny wrócił do szkoły, przed którą czekała już jego zaalarmowana mama. Wytoczyła szkole proces i wygrała kilka milionów. Zwolniła się z pracy, rozwiodła i postanowiła zająć się wyłącznie synem. Roboty przy tym było co niemiara. Musiała na przykład wynająć dźwig, by młodemu zasznurować buty. Tonik na pryszcze zrzucano z samolotów. A do ściągnięcia spodni od pidżamy, trzeba było zaangażować doświadczonych alpinistów. Dogadzała swojemu synkowi we wszystkim i bardzo się do siebie zbliżyli. Tylko jedna sprawa nie dawała matce spać spokojnie.
 – Gryzie mnie zmartwienie synku, czy znajdziesz sobie jakąś dziewczynę...
 – Boję się, mamo!
 – Boisz się dziewczyn?
 – Nie, mamo. Boję się, że zrobię którejś krzywdę...
 – Synku! Przecież wiesz, że słabej płci kobiet nie można bić!
 – Wiem, mamo. Ale wiesz, ja mam tak dużego siusiaka, że mogę nim rozganiać chmury.
 – Mój Boże! Synku! A słońce byś cofnął do tyłu? Bo jestem już trochę spóźniona na wizytę w solarium, a tak, zdążyłabym na czas!
 – Dobrze, mamo. Dla ciebie wszystko.
I chłopiec przesunął słoneczną tarczę, która niestety wpadła mu do siusiaka. Zapadły nieprzeniknione ciemności i młodzieniec musiał się nieźle napracować, by pojawił się chociaż promyczek.

Z WIZYTĄ W CENTRUM ONKOLOGII

Drzwi windy zamknęły się za mną bezszelestnie. No, tak, przecież to nowiuteńki, do tego bardzo nowoczesny budynek, ledwie parę miesięcy ...