niedziela, 19 lipca 2015

O tym, skąd się wzięli chmur@nie



Dawno, dawno temu, a może jutro lub pojutrze, byłła sobie chłopczynka o imieniu An. Nie różniłła się zbytnio od innych chłopczynek w swojej klasie, ale nikt za nimą specjalnie nie przepadał. Podczas zajęć, kiedy wszystkie chmury były otwarte, onna siedziałła w privie i to całkiem wyciemnionym. Nikogo to już nie dziwiło, nawet nauczyciele przestałli zwracać jemjej uwagę. 
 
Ale gdy nadeszła studniówka, An objawiłła się częściowo przepisanna do sieci, przedstawiając się jako chmur@n. Niby nic specjalnego, ale zabawa siadła, a właściwie przeniosła się na privy. 

Koszmar zaczynał się powoli.

Pierwsze były niewinne żarty, memy „nie deptać chmur@n”, czy wielookie, uszaste ikonki  wrzucane na tablicę An. Z czasem żarty się wyostrzały, jak w przypadku wiralu, w którym avatar An kopuluje z robotem R2-D2 z zapomnianej sagi filmowej, czy dopisywania obraźliwych fragmentów do ustrumienionych danych. Gdy okazało się, że nie jest to chwilowa poza, tylko trwała, postępująca przemiana An, humor ustąpił hejtowi. 

Ludzie zaczęli wrzucać blokery. An, mimo że nie byłła programistycznym asem, jakoś sobie radziłła. Gorzej było z wirami zjadającymi fragmenty sieci, na które już się przepisałła. Utrata danych musiała boleć, ale An nie rezygnowałła, tylko coraz śmielej się strumieniłła. Oczywiście musiałła robić kopie zapasowe, bo kiedy doszło do głównego ataku (sprawców nigdy nie wykryto), An zrobiłła to naprawdę. 

Przepisałła się całkowicie i powiesiłła w publicznej domenie.

Koci łeb

Wiedziałem, że to się tak skończy. Że cały ten pies i związane z nim obowiązki spadną na mnie. Dlatego od początku byłem przeciwny, ale J...