piątek, 17 lipca 2015

Jak pewien chłopiec muzykiem chciał zostać



Dawno, dawno temu, być może nawet w latach 90. pewien chłopiec oderwał oczy od ekranu telewizora i oznajmił:
- Chcę zostać muzykiem, matko.
Matka oderwała ręce od zlewu.
- Bój ty się Boga, chłopcze!
Chłopiec już plecak pakował: bochenek chleba, trzy jabłka, konserwę.
- Nie boję się mamo, mówiłaś, że nas kocha.
Matka obrączkę chwyciła, którą nadal, być może niepotrzebnie nosiła.
- Oczywiście, że kocha, chociaż słuchu ci nie dał ani trochę.
Ale chłopiec w świat ruszył, bo kto marzeniom swym dojrzewać nie pozwala, za życia psuć się zaczyna.

*

Spotkał chłopiec nauczyciela śpiewu. Ukłonił się nisko i poprosił:
- Naucz mnie śpiewać maestro. Wokalistą chcę zostać.
Nauczyciel szalik, fryzurę, uczniów poprawił.
- A pieniądze na lekcje śpiewu masz chłopcze? Nie masz?
- Nie mam.
- Widzisz więc, pomóc ci nie mogę. A nie, mogę. Zostań u mnie, wymiatać kupy nutek będziesz, a po godzinach śpiewać cię nauczę.
I wymiatał chłopiec kupy nutek, ale tyle tego było, że na lekcje śpiewu czasu już nie starczało. A miał nauczyciel córkę piękną, jak wiolinowy klucz giętką. Chłopiec oczu od niej oderwać nie mógł i po uszy się nutkami upaćkał. Młoda ta dama natomiast, cały dzień się opierała. A to o framugę, a to o kominek, a to o ścianę. Aż nadjechał na motorze facet, jemu się nie oparła i tyle ją widzieli.
Zapytał więc chłopiec, czy teraz wreszcie nauka śpiewu zacząć się może.
Ale nauczyciel z łóżka się już nie podniósł i złorzeczył:
- Może i może, ale nie może. Na co mi śpiewanie teraz, jak mnie córka jedyna porzuciła, z gangiem motocyklowym się związała, narkotykami handluje, od seksu przygodnego nie stroniąc, na stację benzynową napada, człowiek tam ginie, ona mówi, że to nie ona, ale kto ją tam wie, w ciążę niechcianą zachodzi, dziecko, chłopca, mimo wirusa HIV zdrowe rodzi, mało jej jednak zabawy jeszcze, tuła się chłopak po rodzinach zastępczych, miejsca nie zagrzewa, złość jakaś w nim rośnie, wreszcie go matka odnajduje, bo się nawraca, na pustyni, światło do niej mówić zaczyna, ale za późno jest, gówniarz po złej drodze już kroczy, prosto w ciemność i po śmierci matki, w męczarniach, krwi i kale, tutaj nagle się zjawi, by mnie we śnie zabić i okraść, a przecież tosta mu zrobię, nie zrobię!?
Na to chłopiec wyciągnął z plecaka chleba bochenek i zostawił mistrzowi, by tosta mógł wnukowi zrobić. I ruszył przed siebie. Śpiewać co prawda nie umiał, ale wiedział już przynajmniej, że przy muzyce można się po łokcie urobić.

*

A za rogiem spotkał grajka ulicznego. Ukłonił się nisko i poprosił:
- Naucz mnie mistrzu na gitarze grać, zespół chcę założyć.
A grajek, nie przestając brzdąkać, zanucił:
- Grać na gitarze, każdy głupi umi, a do ludzi zagadać to nie łaska?
I przyjął na naukę chłopca, który najpierw miał ludzi nagabywać, by do kapelusza drobniaki wrzucali, a potem lekcje gry na gitarze udzielone mu będą. Ale jakoś nigdy czasu na te lekcje nie starczało. A to trzeba było już noclegu szukać, a to przed policją uciekać, a to grajek w trupa zalany i gitara mu z rąk leciała. A miał grajek córkę w każdym mieście chyba, a każda brzydsza od kolejnej.
I powiedziała pierwsza córka do chłopca:
- Podobasz mi się, muskuły masz, pobierzemy się! Tylko jedno zadanie spełnić musisz. Tutaj jest wiadro z grochem i fasolą, przez noc je rozdzielisz, rano się żenimy.
Oddzielał chłopiec cierpliwie całą noc groch od fasoli, ale oto druga córka (akurat w gościnę zajechała), wszystko zamieszała, gdy chłopiec za potrzebą wyszedł. Nad ranem zjawiła się pierwsza córka, w suknię i welon już wystrojona, a tu z wychodka stękanie dochodzi, a warzywa zmieszane. Znieść takiej hańby pierwsza córka nie mogła i życie swe w odmętach rzeki zakończyła.
I powiedziała druga córka do chłopca:
- Podobasz mi się, muskuły masz, gęste włosy, pobierzemy się! Tylko jedno zadanie spełnić musisz. Tutaj jest wiadro z grochem i fasolą, przez noc je rozdzielisz, rano się żenimy.
Oddzielał chłopiec cierpliwie całą noc groch od fasoli, ale oto trzecia córka (na pogrzeb pierwszej zajechała), wszystko zamieszała, gdy chłopiec za potrzebą wyszedł. Nad ranem zjawiła się druga córka, w suknię i welon już wystrojona (na czarno co prawda, ale zawsze), a tu z wychodka stękanie dochodzi, a warzywa zmieszane. Znieść takiej hańby druga córka nie mogła i życie swe w odmętach rzeki zakończyła.
I powiedziała trzecia córka do chłopca:
- Podobasz mi się, muskuły masz, gęste włosy, mimo robotniczego pochodzenia, ze smakiem się ubierasz, pobierzemy się! Tylko jedno zadanie wykonać musisz. Tutaj jest wiadro z grochem i fasolą, przez noc je rozdzielisz, rano się żenimy.
Oddzielał chłopiec cierpliwie całą noc groch od fasoli, ale oto grajek obudził się ze snu pijackiego. Dwie córki na marach ujrzał, trzecią w czarny welon się strojącą i chłopca fasolę do wiadra wrzucającego. Znieść tego nie mógł i na klamce się powiesił. Trzecia córka też tego nie wytrzymała i wstąpiła do klasztoru.
Na pogrzeb grajka i jego córek tylko chłopiec przyszedł, z plecaka jabłka wyjął, na każdej trumnie po jednym położył. I ruszył przed siebie. Grać na gitarze co prawda nie umiał, ale wiedział już przynajmniej, że przy miłości po łokcie urobić się można.

*

Szedł chłopiec, szedł, trzydziestka mu stuknęła, a noc już zapadła. Zakradł się więc do piwnicy pierwszej z brzegu, a tam zespół undergroundowy miał właśnie próbę. Ukłonił się chłopiec nisko i poprosił:
- Przyjmijcie mnie do zespołu, to moje największe marzenie.
Frontman w oczy mu głęboko zajrzał:
- A duszę ty masz? Bo nie ma muzyki bez duszy! Odnaleźć ją najpierw musisz.
I przyjął do ekipy chłopca, by sprzęt nosił i za kierowcę robił. Minęły lata, zespół znany się zrobił, pracy było tyle, że na szukanie duszy czasu już nie starczało. Aż pewnego razu odwiózł chłopiec resztki frontmana do pięknie położonego, prywatnego ośrodka odwykowego. Zainstalował podopiecznego w pokoju i poszedł się przejść, bo okolica rzeczywiście ładna była. Skierował się na najwyższe wzniesienie, a pięćdziesiątki już dobiegał. Przykucnął na szczycie i przed siebie spojrzał, bo za siebie się bał. 


 *
Nagle obok chłopca zjawił się starzec siwowłosy, orlonosy, jak struna prosty, pensjonariusz czy terapeuta, trudno orzec. Twarz do żującego cierpliwie horyzont słońca wystawił, oczy na stłoczone grzbiety przymknął i powiedział:
- Smutek wielki cię toczy chłopcze, a przecież wszystko gra. Tralala. Nie rozumiesz, widzę. Wszystko naprawdę gra. Bum tarara. Posłuchaj! Każdy człowiek, zwierzę, galaktyka, myka, tyka, ziarenko piasku nawet, przez całe życie wydają swoje Małe Dźwięki, jęki, brzdęki. Z Małych powstają Średnie, takie życiowe akordy, alleluja! A ze Średnich powstaje Wielki Dźwięk, zwany też Bogiem, nieskończonością, czy kosmicznym bulionem, jak wolisz. Słyszałem, że brzmi to jak idealna cisza, bum cyk, cyk. Nie ma w tym zbędnego, nie ma fałszywego dźwięku, brzdęku, jęku. Wszystko gra. Więc niczego się nie bój, chłopcze. Brzmiiij!
I zniknął, a chłopiec ucha nadstawił. Wyciągnął z plecaka konserwę, którą dawno temu z matczynego domu zabrał. 
I sięga po otwieracz.

Koci łeb

Wiedziałem, że to się tak skończy. Że cały ten pies i związane z nim obowiązki spadną na mnie. Dlatego od początku byłem przeciwny, ale J...