wtorek, 23 czerwca 2015

Bijo


Był sobie chłopiec, na którego wołali Bijo, gdyż go tata strasznie bił po tyłku. I nie tylko. Tacie też dali na imię Bijo, ale dziadek lał chyba za mocno, bo jego synowi odpadł brzuszek i został Pijo. Dziadek nazywał się Kijo, chociaż wszyscy mówili na niego Kijko. Natomiast Babcia Bijo, Wijo, powtarzała: „no co ja mogę poradzić”? I zaszywała się w pralni. Mama Bijo nie przepadała za babcią Wijo. Chciała innego życia i kazała na siebie mówić Mijo. Rzadko bywała w domu, nawet kiedy młodszy braciszek Bijo, Ijo zaczął chorować. Na domiar złego brzuszek Bijo poluzował się. Chłopiec martwił się, że odpadnie, a on sam stanie się jak ojciec. Wziął więc braciszka za rękę i poszli do mamy. Ale mama nie mogła do nich wyjść, ponieważ miała zebranie. Chłopcy długo czekali pod bramą zakładu. Ijo wcale nie płakał, tylko po cichutku umarł. Gdybyśmy byli złośliwi, moglibyśmy nazywać teraz braciszka Bijo Gnijo, ale nie pójdziemy tym trupem... Wiemy, niesmaczne to żarty, tym bardziej, że Bijo zrobił się głodny. Wrócił do domu, położył braciszka do łóżeczka, przykrył go kołderką i poszedł do kuchni sprawdzić, czy jest coś do jedzenia. W kuchni przy stole siedział tata, właściwie już wstawał, sięgając po pas, by sprać Bijo na kwaśne jabłko. Chociaż nawet tego w kuchni nie było. Lepiej odwróćmy wzrok. Ajajaj – przewracają się meble. Ajaj – pęka szkło. Aj – charczy tata. A... przestał. I teraz zadajemy sobie pytanie: czy warto Bijo?

Koci łeb

Wiedziałem, że to się tak skończy. Że cały ten pies i związane z nim obowiązki spadną na mnie. Dlatego od początku byłem przeciwny, ale J...