niedziela, 12 kwietnia 2015

Sznur


Był raz kawał niezłego sznura. Leżał se byle jak, byle gdzie i nudził się, nudził śmiertelnie. Z nudów to aż się wprost zwijał, zwijał się tak i siak i owak. Aż zwinął się u jednego z końców w pętelkę, zwinął się w piękną pętelkę. I teraz dopiero poznał pustkę. Nie jakąś wielką pustkę, ot, taką, którą wypełnić mógł na ten przykład: człowiek. Ruszył więc sznur w świat człowieka szukać, w szeroki świat, wąskiego w miarę człowieka.  

A na wzgórzu stała chatka, a w chatce trzech braci mieszkało.
Podszedł sznur pierwszego z braci:
– Kocham cię nad życie, tam rośnie drzewo, chodź ze mną, będziemy razem na zawsze.
I poszedł pierwszy brat ze sznurem.
Ale gdy doszli do drzewa powiedział:
– E tam, może lepiej zostanę stolarzem.
I został stolarzem.
Podszedł sznur drugiego z braci:
– Pragnę cię do szaleństwa, w kuchni jest hak nad stołem, chodź ze mną, będziemy razem na zawsze.
I poszedł drugi brat ze sznurem.
Ale gdy stał już na stole powiedział:
– E tam, może lepiej zostanę elektrykiem.
I został elektrykiem.
Podchodził sznur trzeciego z braci:
– Jesteś mą największą miłością...
Ale trzeci brat przerwał sznurowi brutalnie:
– Nic z tego sznurze, jestem księdzem.
I smutno zrobiło się sznurowi, bardzo smutno.
I smutno zrobiło się trzem barciom, bardzo.
Stoły stolarzowi wychodziły koślawe.
Prąd kopał elektryka od niechcenia.
Ksiądz zrobił się całkiem bezduszny.
Nie było innej rady: poszli bracia do Sołtysa. Sznur z pętelką mu pokazali i pytająco spojrzeli.
Sołtys mierzył wzrokiem to sznur, to braci. Dłuższą chwilę gapił się na wiszący w gabinecie portret, potem zaprowadził braci do Naczelnika Gminy.
Naczelnik spojrzał na sznur, na sołtysa i na braci. Podrapał się po głowie, chwilę kontemplował wiszący w gabinecie portret i zaprowadził wszystkich do Wojewody.
Wojewoda nie patrząc na sznur, Naczelnika Gminy, Sołtysa, ani na braci nawet, rzucił tylko okiem na wiszący w gabinecie portret i zaprowadził wszystkich do Prezydenta.
Prezydent obejrzał z zainteresowaniem sznur z pętelką, przestudiował tępe mordy urzędników, puścił oko do braci i zatrzymał wzrok na portrecie wiszącym w gabinecie. Na obrazie wyglądał o wiele młodziej, niż w rzeczywistości. W lśniącej zbroi prezentował się dostojniej, niż w rzeczywistości. Spojrzenie miał śmielsze i bystrzejsze niż w rzeczywistości. Zatęsknił za czymś nieokreślonym i powiedział:

 – Sznur i człowiek w istocie podobni sobie są. Sznur się ciągnie i człowiek się ciągnie. Sznur pragnie człowieka, a i człowiek pragnie związać koniec z końcem. Ale sznur ma dwa końce, a człowiek jeden. I to jest, jakby nie patrzeć jakieś rozwiązanie, czyż nie?

Obecni pokiwali gorliwie głowami, podziękowali Prezydentowi i wrócili do siebie.
Wojewoda do województwa.
Naczelnik do gminy.
Sołtys do wsi.
Ksiądz do wiernych.
Elektryk do elektryczności.
Stolarz do stolarki.

A sznur czekał na nich wszystkich. 


Z WIZYTĄ W CENTRUM ONKOLOGII

Drzwi windy zamknęły się za mną bezszelestnie. No, tak, przecież to nowiuteńki, do tego bardzo nowoczesny budynek, ledwie parę miesięcy ...