czwartek, 16 kwietnia 2015

Bajka o pieszczotach



Był raz Król, który miał tak ciężką koronę,
że mu wcisnęło normalnie do środka głowę.
A na początku była szyja.
Coś Króla podkusiło, gdy jabłko Adama mijał
i wziął gryza, bo czemu by nie?
Tfu! Jakie to niesmaczne!
Wypluć jednak wypadać, nie wypadało,
połknął więc, co mu w ustach zostało.
A jeśli jabłko zatrute było, biada mi!
Może już teraz wszystko mi się śni?
Uszczypnął się prawicą w lewicę, może odwrotnie,
bo mu się zawsze strony myliły okropnie.
Wszystko to jednak naprawdę się działo,
czy Król nasz wyjdzie z tej historii cało?
Pytanie to niezbyt mądre, przyznacie,
głupota jednak lubi być w temacie.
Śmiało więc Król zanurzył się w płuca.
Jakie śliczne bąbelki! Człowiek mnie zachwyca!
Piękny jest na zewnątrz i w środku,
co pan się tak panoszysz, kotku?
Pytanie to skierował do grubego jegomościa,
co się rozpychał w żołądku, jak na swoich włościach.
Jam jest Budyń Czekoladowy, rzekł ów typ spod gwiazdy ciemnej,
i ja tu teraz rządzę, żądzy niewolnik całkiem przyjemnej!
Królowi nerwy puściły, wyszedł trzustką trzaskając,
deser (zatkajcie dzieci uszy!) od czarnuchów wyzywając.
Na to przyskoczył doń wyrostek z deka robaczkowy.
Kopsnij szluga na warę, albo będziesz purpurowy!
Co to za zwyczaje! wrzasnął Król zgorszony.
W moim własnym ciele, męt jakiś nieproszony?
Najgorsze jednak  dopiero się zbliżało, e... zbliżała.
W jelicie zator, Kupa Króla przepuścić nie chciała.
Na nic się zdały argumenty, rozkazy, błagania,
Kupa była nieporuszona, nie do przekonania.
Podłamało to władcę, nie wiedział, czy dalej ma się posuwać.
Przecież staram się jak mogę, a nie potrafię fruwać!
Było jednak z sytuacji wyjście proste, jak otwarcie puszki.
Ależ nie! Nie to, co sobie wyobrażacie, świntuszki!
Wezwał Król poddanych i nie tracąc ni chwili,
z trzewi przemówił, niechaj was żart ten nie zmyli!
Drodzy moi, ludu pracujący, zawsze was nawet lubiłem,
teraz czas najwyższy na vice versa, oj, chyba łzę uroniłem.
Wzywam was przeto, byście niezwłocznie włożyli sobie głowy w tyłki,
dla dobra królestwa, dla waszego własnego dobra i w ogóle.
Hola, hola! Nasz panie, krzyczy lud wzburzony poważnie:
co to za porządki? Bez rymu?! Bardzo to nieładnie!
(Wzruszony Król poprawia koronę).
Słuchajcie zatem uważnie dziubaski:
dalej wstrętne bydlaki,
wciskać bańki do kloaki!
(Vivaty! Sztuczne ognie! Oklaski!)

Jęku, krzyków, zawodzenia było co niemiara,
każdy, młody, niemłody, jak umie, zgiąć się stara.
Przyznać trzeba, że niełatwa to sztuka,
wiadomo, wąska zazwyczaj jest dupa.
Ale jak mądrość ludowa wieści:
jak się popieści,
to
się
zmieści
!



Z WIZYTĄ W CENTRUM ONKOLOGII

Drzwi windy zamknęły się za mną bezszelestnie. No, tak, przecież to nowiuteńki, do tego bardzo nowoczesny budynek, ledwie parę miesięcy ...