Posty

DZIEWCZYNKI

Stara Witkowska uśmiechnęła się pod wąsem na widok przechodzących przez podwórko dziewczynek. Pewne sprawy jednak pozostają takie same, przemknęło jej przez myśl, gdy śledziła wzrokiem cztery zbite w rozchichotany, pąsów pełen szereg dziesięciolatki. Trzy z nich kojarzyła, bliźniaczki tych spod czwórki, grzeczni ludzie, grzeczne dzieci, ta najmniejsza, to rozpuszczona księżniczka chama Dziewulskiego, oby go pokarało. Czwarta dziewczynka musiała być koleżanką z klasy, może tylko z innego podwórka. Wszystkie były ładnie uczesane, ubrane w jaskrawe koszulki z wycekinowanymi idolami, z ramion dyndały im błyszczące torebki. Dziewczynki i ich tajemnice. Uśmiech Witkowskiej zamarł na ustach, ręce zastygły w cieście na pierogi. W jej oczach odbiły się wspomnienia, niewyraźne z początku, jakieś takie pożółkłe. Pożółkłe? Te plamy wokół bordowych siniaków? Mama szybko zarzuciła na ramiona bluzkę i uśmiechnęła się przepraszająco. Rozchyliła usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale nie powiedziała …

ugotujtosam.pl

tadeo53: pochodze z rodziny niezamoznej wielodziectnej ubogiej jesli chodzi o dochody alebogatej w miłosć której sie przelewało u nas w domu. to znaczy ze strny matki która była nasza opoka i karmicielka mimo wielkich braków jakich doswiadczaliśmy od począku do końca. Gorzej było ze strony ojca który był brutlany i nieczuły zrówno dla mojego rodzeństwa jak i samej mamtki jego żony prawowitej. Ból który doświadczła ta kobieta był natury morlanej odobelg i poniżania po cielesną kiedy znajdowaliśmy na jej ciele ipod oczami ślady brutalnego traktowania w dzień i w nocy które były najgorsze od krzyków które nie cichneły do świtu. Dlatego ja jako najstarszy z rodzeństwa postanowiłem wykonać krok na który nie zdobył by się nikt inny czyli zabiłem ojca ciosem siekiery w głowę w okolicy czubka. Nie był to jednak koniec koszmau tylko początek bo ojciec nie umarł od tego ciosu tylko żyłdalej stając się jescze gorszym przynajmniej dla mnie bonie ustawały odtąd obelgi jaki jestem niewdzięczny bo m…

nieznośna reklama bytu

- dzień dobry
- dzień dobry. proszę usiąść. co pana do mnie sprowadza?
- reklamy.
- o, czytał pan nasz tygodnik?
- nie.
- facebook?
- nie, nie o to chodzi.
- to skąd się pan dowiedział o mojej praktyce?
- nie wiem. od znajomego, nieważne. chodzi o reklamy w mojej głowie.
- w pańskiej głowie?
- tak. pojawiają się od jakiegoś czasu.
- pojawiają się?
- tak.
- ale... jak?
- no, po prostu. pojawiają się. zazwyczaj w blokach.
- w blokach?
- w sensie po trzy, cztery. pięć... jezus maria!
- co się stało?
- właśnie sobie uświadomiłem, że to rośnie.
- co rośnie?
- ilość reklam! najpierw była jedna. a i to rzadko.
- czyli zaczęło się od jednej reklamy?
- tak. ale to myślałem, że mi się po prostu przypominało.
- przypominało?
- tak, tak jak się nieraz coś przypomina, piosenka, czy coś.
- a... czego to była reklama, pamięta pan?
- nie. ja ich właściwie nie pamiętam za bardzo.
- i zaczęło pojawiać się ich coraz więcej?
- tak. po dwie, potem po trzy, cztery... i coraz częściej... co ja mam zrobić…

adm i ava

ava przyniosla dzisiaj cos dziwnego i mowi ze to dziecko
ava: twoje dziecko
ja: klamiesz
ava: glupi
i kladzie mi to na klawiature
moj boze myslalen ze ja zabije 
akurat robilem cos waznego
dziecko zrobilo sie czerwone i krzyczy
wrzucilem to do kosza
krzyczalo bardziej
zakrylem je boxami po zarciu
ucichlo
ava placze
mowi ze nie da mi drugiego dziecka
sie smialem
g;upia
weszla na skypa
i gada z glupolami
ja nie mam czasu na glupoty bo serwery klekly
wszyscy ciagna i ciagbna
a potem adm zrob cos adm napraw to
a co ja wszechmocny jestem czy co
wciskalem co sie dalo i chyba sie udalo
serwery znowu wolne
wraca ava 
ja: co tam
ava: nic
ja: ok
ava: ok
ja: to ok
a ona mnie wali czyms w glowe
czarno mi sie robi przed oczami
jeszcze chce sie wylogowac
ale nie zdazyl
teraz siedzi przywiazany do krzesla
i zobaczy
zobaczy jak to jest jak wylaczasz komus cos waznego
chwytam za wtyczke
ja: wylacze
adm: nie blagam nie 
ja: ty mi wylaczyles dziecko
adm: bo krzyczlo
ja: to ty tez teraz krzycz
adm: aaaaaaaaa
ja: wylaczam
adm: aaaaaaaaa
ja: d…

W INNY ŚWIAT

Za siedmioma rzekami, za siedmioma górami był sobie Święty Las, w którym mieszkała Czarownica... – Świetny, nie święty! – Słucham? – Mówię, że las był świetny, nie święty – wyjaśniła uprzejmie Czarownica. – Ach... rozumiem... – To jakiś problem? – No, cóż, w jakimś sensie... To wiele zmienia. – Ojojoj! – posmutniała Czarownica. – Ale jakoś sobie poradzimy! Zaczniemy jeszcze raz. Tylko nic już nie mów. – Dobra, nie będę nic mówić. – To znaczy będziesz, ale nie sama, tylko... zresztą nieważne: za siedmioma rzekami, za siedmioma górami był sobie Świetny Las, w którym mieszkała Czarownica. Wszystko miała świetne. Dom, figurę, włosy. Oczy miała świetne, usta, uszy, nawet nos. Tylko na nosie pypcia obrzydliwego. Czarnego, z wiechciem włosów na czubku. – Och, nie! – wykrzyknęła Czarownica. – Co ja mam teraz zrobić? Chyba pójdę do dermatologa. – Nie, nie pójdziesz! – Nie? – Nie. Miałaś się nie odzywać. – Ale ja tylko powiedziałam, że chyba pójdę do dermatologa. – Cisza. Ja mówię: Czarownica najpierw zasięgnęła…

Mistrz Z.